Zaloguj Zarejestruj

Zaloguj się na konto

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj moje dane

Załóż darmowe konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.

Hitman Blood Money - recenzja gry

Hitman Blood Money - recenzja gry - 4.4 out of 5 based on 8 votes
1 1 1 1 1 Ocena 0.00 (0 głosy)

Hitman Blood Money - recenzja gry
Hitman Blood Money

Gatunek: Akcja
Wydawca: Eidos Interactive
Developer: IO Interactive
Premiera: 2006-05-26
Premiera PL: 2006-08-25
Nośnik: 1 DVD
Wymagania: Windows 2000/ Microsoft Windows XP, Pentium 1.5GHz, 512MB MB RAM, karta graficzna 64 MB z pixel shader 2.0, HDD 5GB

 

Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket Photobucket
Czwarta część Hitmana o podtytule Blood Money mogła poprowadzić serię w dwie strony. Złą, bo okazałaby się nieco zmienioną trójką lub (o zgrozo!) produkcją gorszą od poprzedniczki, albo też dobrą, w którym to wariancie Blood Money byłby produktem od trzeciej części lepszym. W tym pierwszym przypadku niestety trzeba by spisać serię na straty, bo oznaczałoby to, że IO idzie na masówkę. Na szczęście otrzymaliśmy grę, którą śmiało można nazwać najlepszą częścią serii i jej przyszłość rysuje się w bardzo ciemnych kolorach, a to akurat w tym przypadku, dobrze! Główny bohater gry, czyli agent 47 pracuje dla organizacji, która skupia płatnych zabójców. Niestety, czasy zrobiły się niebezpieczne, o czym świadczą kolejne zniknięcia pracowników ICA. Jak nietrudno się domyślić, nie są one przypadkowe. Szybko też wychodzi na jaw, że na rynku pojawiła się konkurencja, ale nie ma ona zamiaru walczyć za pomocą cen swoich usług. Obrała drogę znacznie prostszą w tym zawodzie - wybicie rywali w dosłownym znaczeniu tego słowa. Wkrótce agentowi 47 urywa się kontakt z Centralą, a to oznacza już tylko jedno: on sam jest teraz celem. Tym sposobem łowca zamienia się… o nie, nie w tym przypadku. Łowca, nadal pozostaje łowcą, tyle że sam jest przy tym zwierzyną. Całości fabuły zdradzał nie będę, ale jestem gotów założyć się, że zaskoczy ona każdego. Niezbyt grzecznie (bo nie wypada najpierw mówić o wyglądzie), ale zacznę od grafiki. Ta prezentuje się bardzo, ale to bardzo ładnie. Ulepszony engine – Glacier - znany z poprzednich części, nadal oferuje możliwości, które w zupełności wystarczą by stworzyć świetny klimat. Posiadacze najnowszych maszyn nie będą więc narzekać, a reszta dzięki możliwości wyłączenia graficznych bajerów również może zakosztować rozgrywki choć… przyznam szczerze, że na najwyższych ustawieniach klimat jest zdecydowanie większy. Pewnie to przez dbałość o szczegóły widoczną na mapkach. Lokacje nie są może olbrzymie, ale właśnie porażają detalami, dzięki czemu wyglądają jakby ktoś w nich naprawdę żył. O muzykę proszę się również nie martwić. Odpowiedzialny jest za nią Jasper Kyd, czyli postać w branży bardzo dobrze znana. Zresztą już po odpaleniu gry i wejściu do menu, obawy melomanów powinny zostać rozwiane. Tak klimatycznego menu dawno nie widziałem! Pozostałe efekty dźwiękowe stoją na równie wysokim poziomie, a kwestię oprawy audio-video uważam za zamkniętą. O samej rozgrywce można by pisać wiele. Na początek zalecam poważne przemyślenie kwestii poziomu trudności. Tych do wyboru jest cztery, przy czym dla kogoś, kto po raz pierwszy będzie miał styczność z serią (a nie grał, np. w Sprinter Cella) zalecam najniższy z nich. Na nim to dostępna jest dowolna ilość save’ów, wsparcie centrali itp. Na najwyższym, czyli „pro”, jak sama nazwa wskazuje, wesoło nie jest. Nie dość, że nie ma możliwości przeprowadzenia zapisu gry, to strażnicy są bardzo wyczuleni i strasznie podejrzliwi. Na tym poziomie wyzwaniem będzie samo zlokalizowanie celu, a następnie obmyślenie planu jego zlikwidowania (to też wymaga sporych umiejętności, trzeba m.in. poznać zachowania strażników, a przy tym nie robić tego w nazbyt podejrzany sposób). Samo działanie również do prostych nie należy, wystarczy bowiem jeden mały błąd, by z okolicy zlecieli się zaalarmowani ochroniarze i… trzeba zaczynać wszystko od nowa. To nie Serious Sam, gdzie możemy kosić wrogów, niczym najnowszy produkt Husqvarny. Wystarczy tylko kilka kulek i cały Hitman będzie tak samo zimny jak wyraz jego twarzy za życia. Mimo że główny bohater dysponuje nieco większą odpornością niż typowy „żołnierz mafii”, to i tak jego szanse na przeżycie są równe 0 w przypadku walki z kilkoma uzbrojonymi przeciwnikami. Oczywiście możliwe jest przejście gry w stylu Rambo, ale na dobrą sprawę, jeśli ktoś chce tego próbować, to lepiej żeby zainteresował się innymi tytułami, których na rynku nie brakuje. Hitman to gra dla smakoszy i ludzi, którzy lubią (nawet godzinami!) planować. Nagrodą za jak najcichsze i najmniej podejrzane zabójstwo jest nie tylko satysfakcja, ale też tytułowa kasa. O tym, że pieniądz to władza, wiedzą chyba wszyscy, również nasz bohater. Za zarobione zielone kupić więc można lepszy sprzęt, ale (uwaga) milczenie świadków, policji, czy nawet dziennikarzy. Jeśli więc w trakcie misji coś pójdzie nie tak i zostawimy na miejscu zbrodni np. broń lub świadka (wiadomo – lepiej nie zostawiać ani jednego, ani drugiego), dowiemy się o tym nazajutrz z gazety. Te służą tutaj jako podsumowania misji i przyznam, że świetnie buduje to klimat całości. Dowiedzieć się z nich można, m.in. o tym czy ktos nas widział, jakie znaleziono dowody i czy są podejrzani. Na dobrą sprawę, jeśli gracz będzie wykonywał swoją robotę byle jak, któraś z kolejnych misji może okazać się nie do przejścia, a to z tego powodu, że będziemy bardziej rozpoznawalni niż Paris Hilton. Chyba nie muszę wyjaśniać, że w tym zawodzie nie jest to mile widziane? Jednym z ogromnych plusów tej gry jest jej nieliniowość, która przejawia się w sposobie wykonywania zleceń. Ta zależy tylko i wyłącznie od gracza. Nie ma więc znaczenia jak dokonacie zabójstwa, byle do niego doszło. Oczywiście producenci mogliby powiedzieć, że robić można, co się chce i nie dać wielu możliwości, ale tutaj tak nie jest. Opcji jest bardzo dużo, łącznie z możliwością zaaranżowania wypadku (jak to ładnie brzmi… „zaaranżować wypadek”, hmm). Zdarza się przecież, że ludzie spadają ze schodów i łamią sobie karki bądź wypadają z balkonu. Również słyszałem o przypadkach, że komuś spadł na głowę żyrandol w restauracji. Takie sytuacje mogą się wydarzyć również w grze, jeśli tylko się postaramy. Pomóc w tym mają m.in. ładunki wybuchowe w wersji mini oraz sam Hitman, który w odpowiednim monecie pomoże np. w wypadaniu. W ten sposób zlikwidować można również strażników, ale nie należy przesadzać, bo już dwa identyczne zdarzenia tego samego wieczoru wzbudzą podejrzenia. Jeśli już wydarzy się jakiś wypadek, łącznie z wystrzeleniem broni, dobrze będzie ukryć ciało. To zrobić można w niektórych pojemnikach, o ile dysponują one odpowiednią ilością miejsca. Uważać należy tylko na ślady, takie jak smugi krwi roztarte na podłodze (strażnicy coś takiego łatwo zauważą i podniosą alarm). Klasycznie już jest to, że agent 47 dysponuje możliwością przebierania się w stroje swoich ofiar. O pożyteczności tej umiejętności nie będę nikogo przekonywał, po prostu zagrajcie. Hitman: Blood Money oferuje 13 świetnych, klimatycznych i, co ważne, nieliniowych misji, podczas których można faktycznie poczuć się jak płatny morderca. Ta gra z pewnością będzie wyzwaniem i zapewni długie godziny dobrej zabawy (ciężarówka z respektem przyjedzie do każdego, kto przejdzie grę na poziomie pro). Prawdę mówiąc dawno nie grałem już w tak dobrą grę w ogóle. Z czystym sumieniem, więc mogę nazwać 4 część Hitmana najlepszą odsłoną tej serii i jedną z najlepszych gier tego roku. Tytuł ten posiada bardzo dużo grywalności, której tak często brakuje najnowszym produkcjom. A świetna grafika, doskonały dźwięk i fabuła są dodatkowymi atutami. Każdy szanujący się gracz, o ile ma w sobie trochę cierpliwości, powinien sięgnąć po ten tytuł. Niełatwo podsumować ten tytuł jednym zdaniem, wiec zachęcam do przeczytania recenzji. A najkrócej jak umiem: polecam!

Plusy:
- Grafika
- Dźwięk
- Muzyka
- Nieliniowość
- Grywalność!

Minusy:
- W zasadzie brak

Related Posts

Grand Theft Auto 3 - recenzja gry    Dawno temu w trawie...   Gra którą za chwile opisze miała poprzedniczkę którą spróbuje najpierw przypomnieć sklerotykom.   Kilka[...]
Assassins Creed II - recenzja gry Znów przychodzi nam wcielić się w rolę bezwzględnego dla wszelkiej tyranii Asasyna. Każdy kto grał w poprzednią część pamięta, że gra, mimo wciągającego[...]
The Saboteur – recenzja gry Gra nie była jakoś specjalnie głośno zapowiadana, a studio w którym ją tworzono rozgoniono na cztery wiatry. Pandemic Studios, bo o tym studiu mowa, nie ma w swoim[...]
Need for Speed: Most Wanted - recenzja gry    Need for Speed Most Wanted. Jest  gra zrecznosciowa w ktorej nie polozono duzego nacisku na fizyke. Samochody jezdza niemalze jak[...]
  The Lion King - recenzja gry Film animowany który zarobił prawie 800 milionów dolarów, zdobył wielu nagród i co najważniejsze – rzesze wielbicieli na całym świecie. Mowa tu oczywiście o[...]
Battlefield Bad Company 2 - recenzja gry   Gracze skazani na “pecety” po raz pierwszy mają styczność z parszywą czwórką. Twórcom CoD MW2 wyrósł godny przeciwnik, ale aby dorównać[...]
Call of Duty - recenzja gry   Gdyby Call of Duty wydano pod tytułem Medal of Honor 2, nikt by się szczególnie nie doczepił. Dlaczego ? Bo te gry SA do siebie bardzo podobne, tworzył je[...]
Prince of Persia: Warrior Within - recenzja gry Warrior Within to, po Sands of Time, druga część trylogii Prince of Persia, odświeżonej przez twórców po kilku latach przerwy. Fabuła Warrior[...]

Dodaj komentarz

Komentarze są prywatnymi opiniami dodających je osób. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Komentarze nie na temat, obraźliwe oraz obniżające poziom serwisu będą usuwane. Komentarze osób niezalogowanych są publikowane dopiero po przejrzeniu ich przez moderację.
Zobacz jak mieć swój własny avatar w komentarzu.



Zabezpieczenie anty-spamowe - wykonaj podane zadanie:

Sonda

Używasz antywirusa?

Tak - 74.8%
Nie - 9%
Czasami uruchamiam - 6.7%
Że co? Robię manicure i pedicure - 9.5%
Głosowanie w tej sondzie zakończyło się