Zaloguj Zarejestruj

Zaloguj się na konto

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj moje dane

Załóż darmowe konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.

Call of Duty: United Offensive - recenzja gry

Call of Duty: United Offensive - recenzja gry - 4.8 out of 5 based on 16 votes
1 1 1 1 1 Ocena 0.00 (0 głosy)
recenzja.gry.Call.of.Duty.United.OffensiveCall of Duty : United Offensive - recenzja gry


Call of Duty chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. W końcu to chyba jedna z najchętniej kupowanych gier ostatnich lat, poza tym często dołączona do różnych produktów, nie sposób było nie mieć z nią kontaktu. Ale jeśli, to przypomnę, że chodzi tu głównie o eliminowanie hitlerowców i ogólne wyzwolenie zniewolonej przez Hitlera Europy i to przedstawicielami trzech różnych narodowości : Amerykanami, Brytyjczykami i Rosjanami. Ukazanie się dodatku do CoD, przez wielu najlepszej gry FPS 2003 roku, było tylko kwestią czasu. I faktycznie, bo miał on premierę ledwo 10 miesięcy po premierze podstawki.

 

Na początku o nowościach w grze. Bardzo ciekawa jest opcja sprintu. Otóż przez chwilę możemy zacząć poruszać się znacznie szybciej niż zwykle, ale przy okazji nie możemy używać w tym czasie broni. Słuszna decyzja, nikt chyba nie potrafiłby biec na pełnej szybkości i jeszcze celować w przeciwnika. Jedynym mankamentem w tym wszystkim jest czas, otóż nie chce mi się wierzyć aby tak wyszkoleni żołnierze, jak nasi wojacy, mogli biec szybciej przez ledwo trzy sekundy i jeszcze złapać po tym zadyszkę. Ale ogólnie pomysł trafiony, tak samo jak, w końcu, możliwość „podgotowania granatu”, czyli przytrzymaniu go przez chwilę i następnie rzuceniu go tak aby wybuch nastąpił zanim chłopcy od naszej zabawki uciekną. Przy okazji twórcy chyba zauważyli że w CoD granat latał ciut za daleko i teraz leci on trochę bliżej, przynajmniej tak mi się wydaje. Zaszły również nowości w uzbrojeniu. Amerykanie dostali swoją poczciwą bazukę i nie trzeba będzie w ich kampanii wiecznie ganiać w poszukiwaniu pancerfaustów, Brytyjczycy dostali Stena z tłumikiem, który ciągle działa jak szwajcarski zegarek i ani myśli o zacinaniu, a w rzeczywistości odmawiał posłuszeństwa w najmniej odpowiednim momencie. Pewnie część z was zna historię zamachu na niemieckiego oficera w Czechach, Reinharda Heydricha. Jak nie znacie przypomnę, zamachowcy czekali na samochód ofiary na zakręcie, kiedy ten zwolnił aby wziąć ostry skręt, zamachowiec wyciągnął Stena spod pazuchy a ten… oczywiście zaciął się, jednak w grze to jest nie do pomyślenia. Trochę więcej nowości w uzbrojeniu jest po stronie rosyjskiej. Mamy do dyspozycji karabin Tokariew SWT, sposobem działania przypominający coś pomiędzy amerykańskim M1 Garand a niemieckim Gewehr. Bardzo skuteczna broń, amunicji do niej sporo więc w czasie kampanii rosyjskiej często zagości w naszych łapkach. Poza nim mamy jeszcze niezły pistolecik TT, inaczej Tokariew, Skąd podobna nazwa obu broni ? Otóż obie skonstruował Fiodor Tokariew podczas dwudziestolecia międzywojennego. Bardzo miła niespodzianką jest obecność w uzbrojeniu radzieckim RKM-DP , tego samego, którego pamiętamy z „Czterech pancernych i psa”, miło sobie przypomnieć, czym rządzili nasi filmowi idole. Najwięcej nowości w uzbrojeniu jest po stronie niemieckiej. Mamy wspomnianego już Gewehera 43, skuteczny i jak najbardziej przeze mnie polecany, miotacz płomieni, dostępny dopiero od kampanii radzieckiej. Ciekawostką jest możliwość przenoszenia dwóch stacjonarnych niemieckich karabinów maszynowych, MG-34 i MG-42. Bardzo dobre posunięcie ze strony twórców, dzięki temu możemy przestawić sprzęt w miejsce które nam najbardziej pasuje. Do zwalczania pojazdów pancernych, udostępniono nam Panzershrecka. Po tronie niemieckiej pojawia się również jedyny nowy pojazd bojowy, mianowicie popularnie nazywany Słoniem, Ferdynand. Nie jest to może jakieś niesamowite urządzenie, budzące nasz strach, w końcu większość tych pojazdów skończyło swój żywot na polach na łuku kurskim, a i nam przyjdzie kilka z nich wysadzić.


Grę podzielono na 13 etapów co zapewni nam na pewno kilka godzin doskonałej rozrywki. Liczba poziomów może nie poraża, ale każda misja już na pierwszym poziomie trudności zajmuje przeważnie minimum 15 minut, bodajże tylko misja pancerna jest krótsza. Mi takie rozwiązanie odpowiada, w podstawce najdłuższa misja na trzecim poziomie trudności zajmowała 15 minut a tu tyle gramy na najniższym, w to mi graj. Wolę grac w niej etapów niż co 5 minut oglądać ekran ładowania. Zaczynamy jankesami w Ardenach i to od bardzo mocnego uderzenia. Ot, nasz sierżant wysyła nas na patrol a my trafiamy na przeważające, i to znacznie, siły wroga. Rozpoczyna się od jazdy jeepem, potem rozpaczliwa obrona w okopach i skakanie pomiędzy tymi, przy okazji zapoznamy się z nowinkami. Na koniec odpieramy atak czołgów i po wszystkim chciałoby się powiedzieć. Bez dwóch zdań, United Offensive daje nam na początek taki potężny wycisk i taką ogromną dawkę emocji i adrenaliny że nie chce się od niej odchodzić. Bo już po pierwszej misji widać że gra znacznie zyskała na intensywności walk a równie dobrym posunięciem jest podniesienie poziomu trudności. I bardzo dobrze, bo podstawkę trzeba było zaczynać od trzeciego żeby walczyć z ludźmi na poziomie, tu już nawet pierwszy potrafi położyć na łopatki. Mogłoby się wydawać że większa intensywność walk plus większy poziom trudności da nam wynik w postaci frustracji częstego ginięcia w ferworze walk. Wręcz przeciwnie, nasi kompani znakomicie nas wspomagają, wielokrotnie ratując nam tyłek z opresji. Niestety doskonała kampania amerykańska to tylko cztery misje, bardzo dobry trzeba dodać, ale w ostatniej uwidacznia się największa wada gry, liniowość. Otóż podczas obrony dworku przed Niemcami, musimy przez chwilę ochraniać naszego towarzysza z podstawki, sierżanta Moddy’ego. I nie dość że rzuca się on rywalom pod lufy, to jeszcze jego śmierć zaprzepaszcza misję. Takie pytanie – czy bez niego amerykanie przegraliby wojnę ? Na szczęście takich etapów w grze jest bardzo mało, ale widać że momentami prawidłowa ścieżka została opracowana przez twórców. W trzeciej misji musimy przejść most pod ostrzałem wroga i jakby nie patrzeć trzeba wiedzieć kiedy dokładnie paść na glebę i do którego momentu się czołgać aby przejść bez szwanku. Trochę to przeszkadza, ale idzie przywyknąć. Ale wróćmy do opisu gry. Po przejściu kampanii amerykańskiej trafiamy w mundur brytyjski, dokładnie znajdujemy się na pokładzie B-17, „latającej fortecy” i lecimy nad Holandię w celu zrzucenia paru wybuchowych prezentów Niemcom. Ale oczywiście na naszej drodze staje waleczne Luftwaffe. Misja, która w filmikach zapowiadających grę wyglądała wyśmienicie, to przeplatanie grzania z działka do Messerschmittów z naprawianiem samolotu. I te naprawianie naprawdę jest tu niepotrzebne, bo kim my w końcu jesteśmy, żołnierzami czy mechanikami ? Zdecydujcie się panowie twórcy. Denerwuje trochę ton w jakim nasi dowódcy nam wydają rozkazy ale tylko w kampanii brytyjskiej właśnie. Ale naszemu samolocikowi jednak się dostało i zostajemy zestrzeleni i przez chwilę bawimy się w partyzantów z Holendrami i na dobrą sprawę, to najlepszy etap tej kampanii. Ciche skaranie po lesie na zmianę z szybką likwidacją zagrożenia i na koniec mała ucieczka przed pojazdami wroga po wysadzeniu ich mostu. Bardzo miła misja, potem, już jako komandos SAS wysadzimy działa na Sycylii, co by nam nie zraniły okrętów przygotowujących się do Operacji Husky, czyli zajęcia wyspy. Po średnio udanej wycieczce angolami dostajemy w końcu to, co w grze najlepsze, kampanię radziecką. O ludzie, to co się tu dzieje to po prostu mistrzostwo świata, wszędzie dookoła słychać odważne przemówienia walki za ojczyznę, podczas gdy tuż obok nas ląduje pocisk artyleryjski. To jedna wielka masakra, która trzeba przeżyć samemu. Kampania rozgrywa się w czasie bitwy na łuku kurskim i dosłownie chwilę po bitwie, bo zdobywanie Charkowa to ledwo kilka dni po wygraniu potyczki. Kursk zasłynął z tego, że miała tam miejsce największa bitwa pancerna w czasie wojny. Trochę na wyrost przyznano jej ten przydomek, ponieważ równie wielka była bitwa na samym początku Operacji Barbarossa w 1941 roku w pobliżu Dubna i Łucka, ale wtedy Armia Czerwona poległą, więc nie chcieli tego rozsławiać. Ale niech was nie zmyli że to bitwa pancerna, bo startujemy jako piechur. I to po prostu wymarzony początek bo atmosfera walk jest jeszcze lepsza niż podczas walk o Ardeny. Na końcu gry, jak już wspomniałem oswobodzimy Charków. I znowu genialnie wykonany poziom. Płonące budynki, ruiny dookoła, szkopy poukrywani wyrwach po pociskach, po prostu poezja dla oka. Przez chwilę się zastanawiałem czy aby ten Charków nie jest za bardzo zniszczony, bo faktycznie wygląda gorzej niż Stalingrad w CoD. Pomiędzy tymi etapami przyjdzie nam, tak jak i w podstawce, zasiąść za sterami T-34, podczas najważniejszego etapu operacji na łuku kurskim, czyli w czasie bitwy o Prohorowkę. Oczywiście wychodzimy z niej zwycięsko, co z nas by był za wojak jakby nam to nie wyszło. Podsumowując, misje amerykańskie i radzieckie to geniusz, a małe miasteczka w głębi Rosji, zapełnione fabrykami i lasy dookoła dają nam poczucie że naprawdę brniemy przez szerokie obszary wschodniej Europy. A co do walk w Ardenach, to lepszych misji opisujących konflikt w tym rejonie, nie znajdziecie w żadnej innej grze.


Wyraźnej poprawie uległ tryb wieloosobowy. Dodano trzy nowe tryby, z czego ten z ochroną bunkrów zapewnia jeszcze większe emocje niż walki w singlu. Poza tym mamy możliwość używania pojazdów, może ich liczba nie powala tak, jak to miało miejsce w Battlefield 1942, ale dobrze że w ogóle jest możliwość ich używania. A zapożyczenia z BF na pojazdach się nie skończyły, bo tryb Domination jak żywcem przypomina ten z produkcji EA.

Oprawa graficzna nie przeszła jakiegoś gruntowego remontu, ot poprawiono parę efektów, wygląd broni i animację ruchów postaci. Dźwięk też uległ drobnym poprawkom, dużo lepiej brzmią teksty wymawiane przez Rosjan, ze zdecydowanie lepszym akcentem niż poprzednio. Muzyczka to w większości te same kawałki co w podstawce. Po co zmieniać coś, co było dobre.

Na zakończenie jedyne co mogę zrobić, to zachęcić was do zagrania, bo to pozycja obowiązkowa, a teraz, razem z podstawką, którą też trzeba mieć aby grę zainstalować, kosztują coś koło 40 złotych. A przy tej cenie stosunek ceny do jakości jest jak najbardziej dla nas, graczy korzystny.


Zalety :
- zwiększenie poziomu trudności
- poprawiona intensywność walk
- znakomite misje w kampanii amerykańskiej i radzieckiej
- sporo nowości
- polepszony multiplayer
- ciągle dobra oprawa
- dłuższa i lepsza od podstawki
- tania
- wiele, wiele innych…..

Wady :
- liniowość
- kampania brytyjska odstaje poziomem od reszty

Ocena końcowa : 9+ / 10

Grę testowano na :
AMD Athlon 64 3200+, 512 MB Ram, GF 6600GT, Windows XP – full detale, żadnych problemów.

Minimalne wymagania sprzętowe :
Karta graficzna : 32 MB kompatybilna w 100% z DirectX® 9.0c, z funkcją T&L
Procesor : Pentium III / Athlon 800 MHz
Windows : 98/ME/2000/XP
Pamięć RAM : 128 MB RAM (256 MB Zalecane)
Napęd CD-ROM 8x
1150 MB wolnego miejsca na dysku + miejsce na podstawkę
DirectX® 9.0c

WYMAGANIA DLA TRYBU WIELOOSOBOWEGO:
- Obsługa gry przez Internet (TCP/IP) i LAN (TCP/IP)
- Gra przez Internet wymaga modemu 56 Kbps (lub szybszego) i najnowszych sterowników
- Gra przez LAN wymaga karty sieciowej i najnowszych sterowników



Autor recenzji : MajorQ

Related Posts

Ojciec Chrzestny - recenzja gry   Książka, film i gra Ojciec Chrzestny ( The Godfather ) jest książką napisaną przez Maria Puzo w 1969 roku. Opowiada ona historię włoskiej rodziny[...]
Desperados 2: Cooper's Revenge - recenzja gry   Tą grę można porównać do Dukem Nukem Forever  została zapowiedziana w 2003 roku, ukazała się w 2006. W związku z tym, że premiera gry była[...]
Agatha Christie - And Then There Were None - recenzja gry Agatha Christie: I Nie Było Już Nikogo   AWE Studios - producent gier przygodowych, postanowił zauroczyć graczy i wydać grę na[...]
Call of Duty Modern Warfare 2 – recenzja gry To już druga część wojennych zmagań we współczesnym świecie. Poprzednia odsłona była niesamowita i mogłoby się wydawać, że nic już lepszego[...]
Tom Clancy's Splinter Cell: Chaos Theory - recenzja gry   Gdy w 2003 roku światło dzienne ujrzała pierwsza część serii Splinter Cell, nastąpił mały przełom w gatunku gier szpiegowskich,[...]
Diablo 2 + Expansion Set - recenzja gry Świat jest w wielkim niebezpieczeństwie. Potężne siły zła mają zamiar zapanować na światem. Nikt, ani nic ich nie może powstrzymać, sieją spustoszenie[...]
GTA San Andreas - recenzja gry WSTĘP O GTA:SA powiem na początek tyle, że to gra roku 2005 i jest (nie najnowszą) najlepszą grą ze wszystkich części GTA oraz (dla mniej wybrednych) grą[...]
Ballance - recenzja gry Kilka dni temu pierwszy raz włączyłem grę Ballance pomimo, że miałem ją zainstalowaną na komputerze od kilku miesięcy. Teraz żałuję, że zrobiłem to tak... późno! [...]

Dodaj komentarz

Komentarze są prywatnymi opiniami dodających je osób. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Komentarze nie na temat, obraźliwe oraz obniżające poziom serwisu będą usuwane. Komentarze osób niezalogowanych są publikowane dopiero po przejrzeniu ich przez moderację.
Zobacz jak mieć swój własny avatar w komentarzu.



Zabezpieczenie anty-spamowe - wykonaj podane zadanie:

Sonda

Używasz antywirusa?

Tak - 74.8%
Nie - 9%
Czasami uruchamiam - 6.7%
Że co? Robię manicure i pedicure - 9.5%
Głosowanie w tej sondzie zakończyło się